piątek, 7 marca 2014

Nie tak dawno temu w górach...






Już w najbliższy wtorek, czyli 11 marca 2014 roku, rusza IX edycja spotkań z podróżnikiami "Opowieści z Gór". Jest to impreza organizowana przez Akademicki Klub Turystyczny SGGW w Warszawie. W tym roku partnerami wydarzenia jest Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki oraz Fundacja Himalaizmu Polskiego im. Andrzeja Zawady. "Opowieści z Gór" będą dwudniową imprezą, podczas której o swoich górskich wspomnieniach opowiadać będą fantastyczni goście.

11 marca będzie możliwość spotkania z:
  • LESZKIEM CICHYM, który snuć będzie "Opowieści z Korony Ziemi - od Grenlandii przez Afrykę, aż na szczyt Mount Everestu". Powiedzieć należy, że jest to wybitny polski himalaista, który w 1974 roku dokonał pierwszego wejścia na Shisparé (7619 m n.p.m), a w 1975 roku trzeciego wejścia na Gasherbrum II (8035 m n.p.m) nową drogą północno-zachodnią ścianą. Wspólnie z Krzysztofem Wielickim 17 lutego 1980 roku dokonał pierwszego wejścia zimowego na Mount Everest (8848 m n.p.m).
  • TOMASZEM MALANOWSKIM podczas promocji książki "Na szczytach świata". To wywiad rzeka z najwybitniejszym polskim himalaistą XX wieku - Jerzym Kukuczką. Książka jest zapisem wysokogórskich wspomnień oraz rozmową o wszystkim, co związane ze wspinaniem.

12 marca będzie równie ekscytującym dniem, a to za sprawą spotkań z:
  • DARIUSZEM ZAŁUSKIM i jego "Opowieściami z K2". Autor zdjęć, scenarzysta i reżyser wielu filmów o tematyce górskiej przeniesie nas w filmowy świat wypraw wysokogóskich, a jako zdobywca pięciu ośmiotysięczników, w tym K2 oraz dwukrotnie Mount Everest, z pewnoscią opowie niejedną mrożącą krew w żyłach historię.
  • ARKADIUSZEM ZAJĄCZKOWSKIM z Anarchistycznego Towarzystwa Góskiego, który za sprawą opowieści "Mont Blanc - szczyt marzeń" wspólnie z nami wspomni Piotrka Tomasika - członka Akademickiego Klubu Turystycznego.


Podczas "Opowieści z Gór" wśród publiczności rozlosowane zostaną nagrody rzeczowe ufundowane przez partnerów wydarzenia - Sklep Turystyczny EKSPEDYCYJNY.PL oraz Fundację Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki.

Impreza została objęta patronatem honorowym przez Prorektora ds. Dydaktyki SGGW w Warszawie prof. dr. hab. Bogdana Klepackiego. Patronat medialny nad wydarzeniem sprawuje Gazeta Studencka SEDNO. 





Sedrecznie zapraszam na "Opowieści z Gór". Odbędą się one w dniach 11-12 marca 2014 roku na Kampusie SGGW w Warszawie przy ul. Ciszewskiego 8 (bud. 23, Aula IV, II piętro). Start codziennie o 18:30. WSTĘP WOLNY, jednak ilość miejsc ograniczona do pojemności auli wykładowej :) 

Warto zajrzeć na strony:


sobota, 22 lutego 2014

"Białe szaleństwo" 600 metrów pod ziemią

Choć najstarszą kopalnią soli w Polsce jest ta zlokalizowana w Bochni, a najbardziej znaną ta w Wieliczce, to jednak największą i czynną do dziś jest kopalnia soli w Kłodawie. Kłodawa to miasto w województwie wielkopolskim, niedaloko granicy z województwem łódzkim. 

Przypuszczenia o istnieniu w tym miejscu pokładów soli potwierdziły badania profesora Edwarda Janczewskiego przeprowadzone w latach 1937-1939. Dowiodły one, że w okolicach Kłodawy znajdują się dwa wysady solne. Pierwszy o długości aż 26 kilometrów i gubości dochodzącej do 2 kilometrów. Drugi - mniejszy - o długośi 5 kilometrów i szerokości 1 kilometra. Decyzję o budowie kopalni podjęto w 1949 roku, a w latach 1950-1954 wybudowano dwa szyby górnicze - szyb Michał i szyb Barbara. W późniejszym czasie, cztery kilometry dalej, wydrążono szyb wentylacyjny o nazwie Chrobry. Wydobycie soli rozpoczęto w 1956 roku. Przez pierwsze dziesięć lat, do momentu uruchomienia trakcji elektrycznej, w kopalni pracowało aż czterdzieści koni, w tym m.in. Kuba - koń, który potrafił liczyć. 

Kopalnia soli w Kłodawie funkcjonuje na zasadzie komorowego systemu eksploatacji, tzn. sól wydobywana jest w taki sposób, że pod ziemią powstają ogromne przestrzenie przedziolone grubymi półkami i filarami międzykomorowymi. Całość w przekroju przypomina ogromny wieżowiec. Prace wydobywcze początkowo odbywały się na głębokości 450 oraz 600 metrów. Obecnie sól wydobywa się już z poziomu 750 metrów, gdzie znajdują się zasoby gwarantujące funkcjonowanie kopalni przez kolejne dziesiątki lat. Łączna długość podziemnych korytarzy i komór to aż 350 kilometrów.

Z kopalni w Kłodawie pochodzi większość soli używanej w Polsce. Pozyskuje się tu m.in. białą sól kamienną, sól szarą (tzw. sól drogową), sól magnezowo-potasową, a także, najbardziej widowiskową, ale i najmłodszą, sól różową, która swą barwę zawdzięcza znajdującym się w niej związkom żelaza.

W 2007 roku najstarsza część kopalni wpisana została do rejestru zabytków. Wytyczono tu ścieżkę turystyczną. Kopalnię zwiedza się przez około 2,5 godziny, oczywiście wraz z przewodnikiem. Koniecznością jest noszenie przez wszystkich żółtych kasków ochornnych. Pamietać należy, że kopalnia w Kłodawie jest nadal czynnym zakładem wydobywczym. Jedną z największych atrakcji podczas zwiedzania jest zjazd windą w szybie górniczym. Trwa on około 100 sekund. W tym czasie zjeżdża się 600 metrów w głąb ziemi. Prędkość zjazdu to 6 m/s, co gwarantuje wrażenia podobne do tych podczas startu lub lądowania samolotu - trzeba przygotować się na nagłą zmianę ciśnienia i zatkane uszy. Na dole jest zaskakująco ciepło - w kopalnianych korytarzach panuje temperatura około 25 stopni Celsujsza. 

Ciekawostką jest fakt, że w 2007 roku w kopalni w Kłodawie pobito rekord Guinessa, oragnizując koncert muzyczny na głębokości 600 metrów pod ziemią. Jak dotąd był to najniżej na świecie zagrany koncert muzyczny.







piątek, 21 lutego 2014

W uniejowskim zespole zamkowo-parkowym

Na lewym brzegu Warty, na niewielkim sztucznym wzniesieniu, wśród potężnych drzew i romantycznych spacerowych alejek wznosi się intrygujący uniejowski zamek. 


Zamek wybudowany został w latach 60. XIV wieku w stylu gotyckim. Budowę zainicjował ówczesny arcybiskup gnieźnieński Jarosław Bogoria Skotnicki - współpracownik króla Kazimierza Wielkiego. Bryła powstała na planie prostokąta o wymiarach 25 na 28 metrów na miejscu dawnej drewnianej budowli zniszczonej przez Krzyżaków w 1331 roku. Zaopatrzona została w potężną 30-metrową okrągłą basztę oraz cztery kwadratowe wieże na każdym narożniku. Połączono je skrzydłami mieszkalnymi. W swojej historii zamek był wielokrotnie niszczony przez wojny i pożary. Za każdym razem odbudowywano go dodając do pierwotnego wyglądu elementy charakterystyczne dla danej epoki architektownicznej.


W XIX wieku zamek trafił w ręce rodziny Tollów z Estonii. Aleksander Toll w 1848 roku dokonał ostatecznej przebudowy. W tym czasie zamek nabrał cech klasycystycznych, których doskonałym przykładem jest lewy szczyt budowli.























Zamek w Uniejowie jest jednym z nacenniejszych zabytków województwa łódzkiego. Jest interesującym przykładem budowli charakteryzującej się narastaniem stylów w architekturze.

Obecnie w zamku znajduje się hotel, restauracja oraz nocny klub... Do zwiedzania udostępniono jedną komnatę z wyposażeniem, a także basztę z punktem widokowym.

































piątek, 24 stycznia 2014

Osobliwości województwa świętokrzyskiego...

Województwo świętokrzyskie (pewnie jak każde, ale każdego nie miałam jeszcze okazji tak dokładnie zwiedzić) wypełnione jest aż po brzegi miejscami skutecznie zapadającymi w pamięć...

Bartek Staruszek

Dąb "Bartek" to drzewo, o którym słyszało prawie każde dziecko w Polsce. Powszechnie uznawane jest za najstarsze w naszym kraju. Niestety, jest to pogląd błędny. Faktycznie najstarszym dębem w Polsce jest "Bolesła" rosnący pod Kołobrzegiem, który ma już około 810 lat. Innym poczciwym starcem jest dąb "Chrobry" z Przemkowa na Dolnym Śląsku - liczy sobie 750 lat. W porównaniu do nich dąb "Bartek" z Zagnańska jest dużo młodszy. Szacuje się, że ma "dopiero" 670 lat. Rodzi się pytanie, z czego wynika sława "Bartka"? Miano najstarszego drzewa w Polsce uzyskał w 1934 roku. Wtedy rzeczywiście tak było, a wiedza o tym przekazywana była w każdym podręczniku do geografii i tak utarła się na dobre. Kiedy w 1945 roku, po zakończeniu II wojny światowej, granice naszego państwa przesuneły się na zachód, wspomniane wcześniej starsze dęby odebrały "Barkowi" zaszczytny tytuł najstarszego.


Sołtys z Wąchocka?

Kto nie słyszał w swoim życiu chociaż jednego dowcipu o wąchockim sołtysie? Mimo że Wąchock jest miasteczkiem z 800-letnią historią i burmistrzem na czele, niewybredne żarty trzymają się go od lat. Na szczęście władze miasta wykazały się poczuciem humoru. W 2003 roku, tuż obok opactwa cystersów, odsłonięto odlany z brązu pomnik sołtysa. Jak go przedstawiono? Sołtys siedzi na drewnianej skrzynce z telefonem komórkowym przy uchu i kołem od wozu przy nodze. Dlaczego akurat z kołem? Bo, jak dowiedzieć można się z popularnego dowcipu, sołtysa w Wąchocku wybiera się puszczając z górki koło od wozu. W czyj dom koło trafi, ten zostaje sołtysem. Ale gdzie ten sołtys teraz jest? Będąc na początku styczni w Wąchocku, w miejscu, gdzie stoi pomnik, zastałam jedynie jego podstawę, na której wyryto napis "Sołtys na zagrodzie równy wojewodzie. W hołdzie polskim sołtysom". Co się stało z postacią sołtysa? Nie wiadomo. Miejmy nadzieję, że trafiła do renowacji i wraz z nastaniem sezonu turystycznego wróci na swoje miejsce.


Grzejnik ze Stąporkowa

Stąporków - małe miasteczko w północnej części województwa świętokrzyskiego - już od XV wieku znane było z działalności związanej z metalem. Początkowo mieściła sie tu kuźnia, następnie huta, a w połowie XIX wieku największa odlewnia w całym Królestwie Polskim. To właśnie w tych czasach rozpoczęto w Stąporkowie produkcję żeliwnych grzejników, z których miasto słynęło jeszcze w minionej epoce PRL-u. Pamiątką po latach świetności jest największy kaloryfer świata. Składa się z czterech ogromnych żeberek, z których każde ma ponad 2 metry wysokości! Grzejnik usytuwany jest przed miejscowym Domem Kultury wśród swoich mniejszych kolorowych odpowiedników... Oryginalną atrakcję zobaczyć można jadąc główną drogą przez miasteczko.




Alpaki, Tupolew i Golgota...

Kałków-Godów. To tu znajduje się najdziwniejsze z dziwnych miejsc, w jakich udało mi się kiedykolwiek być... To tu znajduje się Sanktuarium pw. Bolesnej Królowej Polski. I w samym kościele nie byłoby nic wyjątkowego, gdyby nie park, który go otacza. Pomijając zwierzyniec (w okresie okołośwoątecznym, chyba miał pełnić rolę żywej szopki...) z hodowlą alpak, zaskakująca jest Droga Krzyżowa. Stacje wzniesione zostały w postaci rzeźb o naturalnych ludzkich rozmiarach. Drogę Krzyżową wieńczy Golgota - budowla przypominająca kamienną czteropiętrową fortecę, na fasadzie której aż roi się od białych orłów... Na szczycie umieszczono oczywiście, widoczny już z daleka, krzyż. 


Idąc dalej natknąć można się na sugestywną kapliczkę objawienia fatimskiego, a także masę innych tego typu "atrakcji". Nie bez powodu Kałków-Godów nazywany jest przez wielu polską stolicą sakralnego kiczu... Ale nic nie robi takiego wrażenia w tym miejscu, jak makieta samolotu prezydenckiego, który rozbił się pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku. Przerażającym wydaje się fakt, że w miejscu drzwi do samolotu umieszczono zdjęcie pary prezydenckiej, a w miejscu okien - zdjęcia innych osób, które również zginęły. Niedaleko posadzono dąb, który upamietniać ma osobę Lecha Kaczyńskiego, a także pomnik katastrofy smoleńskiej.



















Warto zajrzeć do zaskakującego świętokrzyskiego. Jest tam jeszcze wiele miejsc do poznania :)


środa, 22 stycznia 2014

Wąchock? Nie tylko żarty o sołtysie.


Wąchockie opactwo cystersów zostało wzniesione na przełomie XII i XIII wieku. Fundatorem założnia był biskup krakowski Gedeon. W 1179 roku sprowadził on do Wąchocka cystersów z legendarnym opatem - bratem Haymo - na czele. Budowniczym opactwa był Włoch Simon. Ten świętokrzyski zabytek jest jedną z najpiękniejszych budowli romańskich w naszym kraju. Mury kościoła zostały wzniesione z dwóch rodzajów piaskowca - żółtego i czerwonego. Dodać należy, że jest to jedyne w Polsce dwubarwne ułożenie ptego surowca. Klasztor dwukrotnie w swojej historii niszczony był przez najazdy tatarskie. Na szczęście za każdym razem przywracano go do dawnej świetności. 

Cystersi odegrali ogromną rolę w rozwoju społeczno-gospodarczym regionu świętokrzyskiego. Za ich sprawą w 1454 roku Wąchock uzyskał prawa miejskie. Zakonnicy rozwijali na omawianym terenie hodowlę zwierząt, młynarstwo, tkactwa, górnictwo i hutnictwo. To właśnie dwie ostatnie gałęzie gospodarki stały się konikiem cystersów z Wąchocka. Otrzymali przywilej na pozyskiwanie kruszców w księstwach krakowskim i sandormierskim, dzięki czemu rozpoczeli budowę hut. To właśnie cystersi dali początek staropolskiemu zagłębiu hutniczemu.



Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Tak też było z potęgą wąchockich cystersów. W 1656 roku wojska siedmiogordzkie pod dowództwem księcia Jerzego Rakoczego najechały na klasztor. Spustoszono archiwum, obrabowano skarbiec i skradziono cenne wyposażenie. Ucierpiało również samo miasto i okolica. Ostateczny upadek opactwa nastąpił w 1818 roku, kiedy to władze carskie dokonały kasacji zakonu.


W połowie XX wieku podjęto trud powrotu do czasów cysterskich. W 1951 roku zakonnicy wrócili do Wąchocka. Podjęto się również renowacji cennego opactwa, które obecnie udostępnione jest do zwiedzania.






















poniedziałek, 13 stycznia 2014

Po pierwsze Lament Opatowski

Najcenniejszym zabytkiem Opatowa, niewielkiego miasteczka w województwie świętokrzyskim, jest romańska kolegiata pw. Świętego Marcina z Tours. Data wzniesienia kościoła nie jest znana. Szacuje się, że powstał on w I połowie XII wieku. Pierwsze wzmianki o kanonikach z Opatowa pochodzą z 1206 roku. Rezydować mogli tu cystersi, benedyktyni lub templariusze - badacze nadal spierają się, co do tej kwestii. 

Kolegiata, choć romańska, posiada wiele elementów gotyckich, renesansowych, a także barokowych. Kościół zbudowny jest z ciosów piaskowca. W swojej bryle jest bazyliką z transeptem, posiada dwie wieże od zachodu oraz trzy absydy od wschodu. Znak to, że kolegiata jest orientowana, jak większość budowli sakralnych pochodzących z epoki romańskiej. Do typowo romańskich detali architektonicznych zaliczyć można fryz z reliefem o tematyce zoomorficznej w fasadzie zachodniej, dwa portale (główny i północny), a także romańskie okienka znajdujące się w nawach bocznych. Od czasu swego powstania, kolegiata przeszła dwie przebudowy. Pierwsza miała miejsce w XIII wieku i polegała na zmieniszeniu początkowej bryły budowli, druga w XVI wieku na skutek spalenia kościoła podczas najazdu Tatarów na Małopolskę. 

Wnętrze kolegiaty pokryte zostało barokową polichromią. Na uwagę zasługują malowidła o charakterze batalistycznej w prezbiterium. Przedstawiają trzy ważne bitwy z historii Polski: Bitwę na Psim Polu z 1109 roku, Bitwę pod Grunwaldem z 1410 roku oraz Bitwę pod Wiedniem z 1683 roku. W ołtarzu zobaczyć można XVI-wieczny obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem namalowany najprawdopodobniej przez włoskiego artyste Timoteo Viti z Urbino. Wewnętrzne wyposarzenie kolegiaty datowane jest na XVIII wiek. 











Jednak najcenniejszym elementem wystroju kolegiaty jest Lament Opatowski - płaskorzeźba wykonana w brązie przez Bartolommeo Berrecciego. Jest to dzieło sztuki ozdabiajace nagrobek Kanclerza Wielkiego Koronnego i założyciela Opatowa Krzysztofa Szydłowieckiego i jego syna Zygmunta. Lament Optowski powstał w czasach renesansu. Przedstawia 41 osób opłakujacych śmierć Kanclerza. Wśród nich dopatrzeć można się m.in. króla polski Zygmunta I Starego. Lament Opatowski stworzony został prawdopodomnie w 1541 roku i jest jednym z najwybitniejszych dzieł renesansowych tego typu w Polsce. Tuż obok niego znajduje się marmurowy nagrobek córki Kanclerza Anny. 


Dodać należy, że w Opatowie, oprócz kolegiaty, można zwiedzić podziemną trasę turystyczną. Wiedzie ona poprzez piwnice pod Rynkiem. Niegdyś były to piwnice należące do kupców. Składowano i przechowywano w nich produkty różnego typu. Było to możliwe dzięki położeniu Opatowa na styku wielu szlaków handlowych. Obecnie pod okiem przewodnika można powłóczyć się krętymi korytarzami tworzącymi niesamowity labirynt.